Anita Gargas wyrzucona z TVP przez Jaruzela! Fundamentem sojuszu PiSu z SLD jest morderca i zdrajca! PiS zdradził wartości. - słychać pokrzykiwania na prawicy.
Eurodeputowany Marek Migalski rozdziera szaty nad upadkiem swojej partii i zapowiada odejście. Redaktor naczelny Gazety Polskiej Tomasz Sakiewicz oznajmia, że "woli zostawić swój program w TVP, niż zatykać sobie usta w sprawie mordercy i zdrajcy" i żąda, aby PiS wycofał się z koalicji w mediach publicznych z SLD, albo zażądał całkowitej zmiany umowy. Zdaniem Sakiewicza Polacy dążenia Kaczyńskich do władzy za wszelką cenę nie zaakceptują.
Czytam to wszystko i podobnie jak miało to miejsce przy sprawie Polańskiego oczom i uszom nie wierzę . Sufit wam się oberwał na głowy drodzy Państwo? Reytan się w was nagle obudził? A przez ostatnie dwadzieścia lat, w czasie których Jaruzel i jemu podobni byli patronami niejednej koalicji, larum wam nie zabrzmiało? Wytrzymywaliście to? Teraz wam nagle żyłka w mózgu pękła?
Bo co? Bo Kaczory muszą być bez skazy, albo niech sczezną? Bo mają bronić Okopów Świętej Trójcy bez względu na to, czy polegną a wraz z nimi nasze marzenie o wolnej Polsce? Dla Marka Jurka najważniejsza była obrona praw nienarodzonych, dla was Anita Gargas w TVP i nazwanie Jaruzela zdrajcą, dla innych coś jeszcze innego. Czego do cholery chcecie od Kaczyńskich? To nie Mesjasze, nie prorocy są. Nawet nie męczennicy. To są politycy i ich powinnością jest znaleźć drogę do wyznaczonego celu - do wolnej od komuchów i ich agentury Polski. Prawo i Sprawiedliwość w skrajnie wrogim otoczeniu potrafi nie tylko przetrwać, ale i nieźle zaleźć za skórę czerwonym. TO JEST WOJNA! A na wojnie muszą być ofiary i to po obydwu stronach. I nie wygrywa ten, kto rzuca się z motyką na słońce, lecz ten, kto potrafi przechytrzyć wielokrotnie silniejszego przeciwnika.
Pisze Tomasz Sakiewicz, że Polacy nie wybaczą Kaczyńskim braku zasad w dążeniu do władzy. Jeśli to miałaby być prawda, dlaczego komuchom i ich akolitom o wiele więcej Polacy wybaczali? Przypomnę, że Jaruzel cieszy się ponoć sympatią i szacunkiem większości Polaków, a nie np. pułkownik Kukliński. Widać po tym jacy są Polacy en masse. Poza tym, skąd redaktor Sakiewicz wie i dlaczego publicznie imputuje, że dziś jedynym motywem działań PiSu jest pragnienie władzy dla władzy? Wcześniej, kiedy PiS z przymusu wchodził w koalicję z partią "pięciu piw" i sklepowymi od owsa, redaktor Sakiewicz dostrzegał jakiś polityczny imperatyw usprawiedliwiający tego rodzaju polityczne bratanie się, a teraz, gdy chodzi o SLD, nie? A to przecież tylko chwilowa koalicja w mediach. To nie jest układ polityczny. Jaki widzicie inny sposób nawiązania walki z medialnym hegemonem - Platformą od obecności nawet za cenę bolesnych kompromisów w mediach publicznych? Moim zdaniem warto zapłacić nawet kilkoma wartościowymi dziennikarzami za to, by w publicznym radiu czy telewizji nie pluł na nas Palikot czy Niesołowski.
I trochę faktów dla uporządkowania.
1. Anita Gargas nie przestała pracować w TVP, nadal będzie prowadzić Misję specjalną. Straciła jedynie stanowisko zastępcy dyrektora TVP 1 ds. publicystyki. Owszem jest to spora strata, ale czerwoni film o Jaruzelskim potraktowali tylko jako pretekst, tak naprawdę bowiem buzuje w nich od jakiegoś czasu złość i poczucie krzywdy. Uważają oni mianowicie, że PiS zrobił ich na szaro. Słyszałem takie opinie bezpośrednio od działaczy SLD. Kto wie poza tym, czy w tym zamieszaniu nie maczały swoich łap platfusy, które w TVP mają je szczególnie długie.
2. Posłowi Markowi Migalskiemu jakoś nie przeszkadzało wcześniej towarzystwo fikającej wraz z nim na scenie poseł SLD Senyszyn, a nawet wspominał, że uciął sobie z nią sympatyczną gaduchę w samolocie, teraz rozpacza, że PiS się hańbi wchodząc w brudne układy z SLD.
3. Redaktor Sakiewicz wciąż nawołuje do POPiSu, jakby nie dostrzegał, że Platforma jest uosobieniem tego wszystkiego, z czym walczy PiS - państwem Rysiów i Zbysiów, władzą pełną buty i zakłamania.
4. Dziś komuchy z SLD nie są w stanie wystawić kandydata na prezydenta, który mógłby stawić czoła kandydatowi naszej strony, więc rachuba jest oczywista - dajemy im część pola w mediach, bo jest to nieunikniony warunek istnienia PiSu w TVP, a to z kolei zwiększa nasze szanse na wygraną z reprezentantem kamaryli marzącej o odtworzeniu i utrwaleniu oligarchiczno-służbobezpiecznej III RP. Proszę spojrzeć dlaczego i jak bardzo im zależy na przejęciu prezydentury:
"Co kryją lochy Lecha
Agnieszka Kublik, Wojciech Czuchnowski
2010-02-24, ostatnia aktualizacja 2010-02-24 08:38
Wiemy, co urzędnicy prezydenta Lecha Kaczyńskiego ukrywają w czeluściach jego kancelarii. To nagrania zeznań oficerów WSI, polityków i innych osób składane przed komisją weryfikacyjną Macierewicza
Sprawa zaczyna się w listopadzie 2007 r., po wyborach przegranych przez PiS. Szef komisji weryfikacyjnej Jan Olszewski tuż przed zaprzysiężeniem rządu Tuska wywiózł jej akta z siedziby Służby Kontrwywiadu Wojskowego do prezydenckiego Biura Bezpieczeństwa Narodowego. Po kłótniach z SKW 1 lipca 2008 r. akta wróciły do kontrwywiadu. Nie wszystkie. Brakowało zeznań żołnierzy WSI.
W latach 2006-07 przesłuchiwała ich komisja weryfikacyjna Antoniego Macierewicza (po wyborach zastąpił go Olszewski, Macierewicz został posłem PiS). W skład komisji weszli zaufani Macierewicza i Kaczyńskich: prawicowi politycy, urzędnicy IPN, nawet szef stołecznego urzędu stanu cywilnego. W lutym 2007 r. napisali raport o WSI - na podstawie przesłuchań, których zapisy potem nie wróciły do SKW.
Co się z nimi działo?
30 czerwca 2008 r. (dzień później SKW z powrotem przejęła archiwum komisji) prezydent Lech Kaczyński adresuje do Olszewskiego tajne pismo o"nadesłanie wyjaśnień żołnierzy, pracowników i osób trzecich, które zostały wykorzystane przy sporządzaniu uzupełnienia do raportu [tzw. aneksu] lub mogą mieć wpływ na jego ocenę".
Olszewski natychmiast odpisuje, że przekazuje prezydentowi te materiały. W dwóch skrzyniach jadą z BBN przy ul. Karowej do Kancelarii Prezydenta przy ul. Wiejskiej.
16 października 2008 r. SKW prosi o ich zwrot. 25 listopada 2008r. Kancelaria odmawia. Nie przesyła nawet szczegółowego wykazu materiałów.
Kontrwywiad donosi więc do prokuratury o przestępstwie, które mógł popełnić Olszewski (wyprowadzając dokumenty) i szef Kancelarii Piotr Kownacki (odmawiając ich zwrotu).
26 maja 2009 r. prokuratura odmawia wszczęcia śledztwa, bo "przepisy nie precyzują trybu i terminu przekazania akt", a prezydent jeszcze "weryfikuje aneks do raportu". Aneks powstał dwa lata wcześniej, latem 2007 r. Prezydent go nie ujawnił.
SKW odwołuje się do sądu, który popiera prokuraturę (2 listopada 2009r.). Od tego odwołania już nie ma.
Urząd prezydenta Kaczyńskiego ma więc pełną kontrolę nad częścią materiałów z weryfikacji WSI.
Co w nich jest? Z pisma Olszewskiego wiadomo, że to co najmniej 150 "jednostek archiwalnych". Nie tylko protokoły przesłuchań, ale przede wszystkim nagrania audio i wideo. I pięć dyktafonów cyfrowych Olympus z pełnymi dyskami. Kancelaria nawet ich nie chce oddać. 30 września 2008r. proponuje kontrwywiadowi "zwrot kosztów urządzeń".
Według źródeł "Gazety" nagrania zawierają zeznania m.in. Grzegorza Żemka (skazanego w aferze FOZZ), Jerzego Szmajdzińskiego (w latach 2001-05 szefa MON, dziś wicemarszałka Sejmu), gen. Marka Dukaczewskiego (ostatniego szefa WSI). Nie wiadomo, czego dotyczą. Z informacji "Gazety" wynika, że komisja pytała o stały zestaw nazwisk polityków, biznesmenów i dziennikarzy.
Dukaczewskiego przesłuchiwał Macierewicz. - Z pytań wywnioskowałem, że komisja szuka negatywnych informacji, które można przeciwko komuś wykorzystać - mówi nam generał. Kilka dni temu sugerował, że może chodzić o haki na trzech b. szefów MON, a dziś kandydatów na prezydenta: Bronisława Komorowskiego, Radosława Sikorskiego (obaj PO) i Jerzego Szmajdzińskiego (SLD).
- Macierewicz w rozmowach w cztery oczy z oficerami szukał negatywnych informacji o Sikorskim i Szmajdzińskim - opowiada Dukaczewski. -Gdy rozmówca był gotów je przekazać, mógł być zaproszony na przesłuchanie. Wśród tych niezweryfikowanych zeznań mogą być pomyje. Osoba pomówiona nie będzie miała żadnej możliwości obrony.
Szmajdziński przed komisją weryfikacyjną stanął raz. - Przesłuchiwał mnie Macierewicz. Z błyskiem w oku. Był bardzo nieprzyjemny. Gdy zwróciłem mu uwagę, że najpierw powinien mi okazać oświadczenie funkcjonariusza WSI, a potem pytać o zawarte tam fakty, krzyknął: "Ja tu jestem od zadawania pytań!".
Dukaczewski uważa, że treść przesłuchań może ujawnić prawdziwe intencje przesłuchujących, czyli szukanie informacji przeciwko konkretnym osobom. Stąd niechęć do oddania nagrań.
Zapytaliśmy wczoraj prezydenckie - go ministra Pawła Wypycha, czy prace nad aneksem trwają. Odparł tylko: - Prezydent powiedział, że żadnych nowych decyzji w sprawie aneksu nie ma."
http://gazetapolska.pl/artykuly/kategoria/51/2783/wrog-ludu-tomasz-sakiewicz
http://migal.salon24.pl/159066,czy-pis-odpowiada-za-swinstwo-wobec-anity-gargas
http://www.press.pl/newsy/pokaz.php?id=21733
http://wyborcza.pl/1,75478,7595378,Co_kryja_lochy_Lecha.html
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PO. Pokaż wszystkie posty
środa, 24 lutego 2010
piątek, 5 lutego 2010
Platforma jak złoty
11 stycznia 2010 r.
Fatalne notowania Platformy Obywatelskiej
Wpadki rządzących spowodowały, że ich notowania drastycznie spadły. Na Platformę chce głosować 37 procent Polaków. To spadek o 9 punktów. (...) Tak więc lider słabnie albo – jak powiedział Jarosław Gowin – "dostaje w zęby".
http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/art,1311,fatalne-notowania-platformy-obywatelskiej.html
5 lutego 2010 r.
Sondażowy skok Platformy
Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory do Sejmu, Platforma Obywatelska zdobyłaby 57 proc. głosów – wynika z sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP dla programu "Forum".
http://wiadomosci.onet.pl/2124597,11,sondazowy_skok_platformy,item.html
2 lutego 2910 r.
Złoty ustabilizował się poniżej 4 zł za euro we wtorek
Kurs złotego, po wczorajszym umocnieniu wobec głównych walut, stabilizował się dziś poniżej poziomu 4 zł za euro. Analityków utwierdza to w przekonaniu, że euro już nie wzrośnie.
http://forsal.pl/artykuly/395128,zloty_ustabilizowal_sie_ponizej_4_zl_za_euro_we_wtorek.html
5 lutego 2010 r.
Złoty wśród najgorszych walut świata
W rankingu stóp zwrotu 170 walut świata złoty znów jest na szarym końcu. Gorsze są tylko m.in. etiopski birr czy tadżyckie somoni.
W dwa dni kurs EUR/PLN wzrósł o 10 groszy. Spora część wcześniejszych zysków została więc szybko zniwelowana. Gwałtowność ruchu analitycy tłumacza tym, że inwestorzy do tej pory mieli bardzo duże, długie pozycje w złotym, które teraz – w obliczu wzrostu ryzyka, związanego z problemami budżetowymi niektórych państw UE – są szybko ograniczane.
Nic więc dziwnego, że w rankingu stóp zwrotu z walut z ostatnich 5 dni (względem euro) złoty znalazł się w ostatniej dziesiątce pośród 170 walut, klasyfikowanych przez Bloomberga. Strata w tym okresie nie jest może duża (-1,3 proc.), ale gorsze okazały się tylko chilijskie peso oraz 4 waluty z krajów dość egzotycznych, jak Tadżykistan, Libia, Etiopia czy Myanmar.
http://www.pb.pl/2/a/2010/02/05/Zloty_wsrod_najgorszych_walut_swiata
Fatalne notowania Platformy Obywatelskiej
Wpadki rządzących spowodowały, że ich notowania drastycznie spadły. Na Platformę chce głosować 37 procent Polaków. To spadek o 9 punktów. (...) Tak więc lider słabnie albo – jak powiedział Jarosław Gowin – "dostaje w zęby".
http://www.deon.pl/wiadomosci/polska/art,1311,fatalne-notowania-platformy-obywatelskiej.html
5 lutego 2010 r.
Sondażowy skok Platformy
Gdyby w najbliższą niedzielę odbyły się wybory do Sejmu, Platforma Obywatelska zdobyłaby 57 proc. głosów – wynika z sondażu przeprowadzonego przez TNS OBOP dla programu "Forum".
http://wiadomosci.onet.pl/2124597,11,sondazowy_skok_platformy,item.html
2 lutego 2910 r.
Złoty ustabilizował się poniżej 4 zł za euro we wtorek
Kurs złotego, po wczorajszym umocnieniu wobec głównych walut, stabilizował się dziś poniżej poziomu 4 zł za euro. Analityków utwierdza to w przekonaniu, że euro już nie wzrośnie.
http://forsal.pl/artykuly/395128,zloty_ustabilizowal_sie_ponizej_4_zl_za_euro_we_wtorek.html
5 lutego 2010 r.
Złoty wśród najgorszych walut świata
W rankingu stóp zwrotu 170 walut świata złoty znów jest na szarym końcu. Gorsze są tylko m.in. etiopski birr czy tadżyckie somoni.
W dwa dni kurs EUR/PLN wzrósł o 10 groszy. Spora część wcześniejszych zysków została więc szybko zniwelowana. Gwałtowność ruchu analitycy tłumacza tym, że inwestorzy do tej pory mieli bardzo duże, długie pozycje w złotym, które teraz – w obliczu wzrostu ryzyka, związanego z problemami budżetowymi niektórych państw UE – są szybko ograniczane.
Nic więc dziwnego, że w rankingu stóp zwrotu z walut z ostatnich 5 dni (względem euro) złoty znalazł się w ostatniej dziesiątce pośród 170 walut, klasyfikowanych przez Bloomberga. Strata w tym okresie nie jest może duża (-1,3 proc.), ale gorsze okazały się tylko chilijskie peso oraz 4 waluty z krajów dość egzotycznych, jak Tadżykistan, Libia, Etiopia czy Myanmar.
http://www.pb.pl/2/a/2010/02/05/Zloty_wsrod_najgorszych_walut_swiata
sobota, 30 stycznia 2010
Postkomunista o Tusku i Platformie
Warto sprawdzić od czasu do czasu, co piszą na temat polityki byli (a może i obecni) lokalni komuniści. Najczęściej są to mantry na cześć świetlanej przeszłości, czyli kombatanckie bajki z cyklu "jajakobyłypartyzant". Niekiedy jednak można trafić perełkę, czyli ziarno brutalnej prawdy o koszmarach dręczących byłych budowniczych ludowej ojczyzny. Oto przykład:
"2010-01-16 21:36:11
Platforma tonie?
Ostatnie sondaże wskazują na to, że okręt Donalda Tuska nabiera wody. Przyczyny drastycznego spadku popularności Platformy, rządu i samego premiera w sondażach są wielorakie: afera hazardowa, utrata spoistości partii, gra liderów (Gowina, Schetyny, Palikota) do własnej bramki oraz brak lojalności ze strony koalicjanta, który - co od lat charakteryzuje tę partię - w drugiej części kadencji jest w koalicji i opozycji równocześnie. Nie bez znaczenia jest także brak decyzji Tuska w sprawie prezydentury, z czym związana jest przyszłość jego najbliższych i najważniejszych współpracowników. Obrazu dopełnia ostatnia wpadka ministerstwa zdrowia i NFZ oraz nieudolne wychodzenie z kolejnych kryzysów, a nawet pogrążanie się w nich. Przed nami przesłuchania czołowych działaczy Platformy, z premierem na czele, przez komisję hazardową. Okręt Tuska, który pewnie sunął po spokojnym morzu, wpłynął na wzburzone wody. Czy zatonie?
*
Moim zdaniem kryzys wizerunkowy "Platformy" nie jest rezultatem ostatnich jej błędów, jak twierdzi wielu komentatorów. Donald Tusk i Platforma już od samego początku po objęciu władzy znajdują się na równi pochyłej. Już wtedy zaczęli pracować na reelekcję Lecha Kaczyńskiego oraz na przyszłe zwycięstwo wyborcze PiS, a teraz zaczyna przynosić to rezultaty.
Już początek pełnienia władzy - expose Premiera przydługie i pełne obietnic - było pierwszą wpadką. Później było pozostawienie Kamińskiego na stanowisku bądź co bądź rządowym, mimo popełnienia przez niego czynów dyskwalifikujących go jako policjanta i mimo tajnego i podobno groźnego raportu Pitery. To zaniechanie dymisji szefa CBA stworzyło podejrzenia, że albo ma on haki na Premiera, albo Premier potrzebuje bata na poddanych w swej partii.
Utrzymanie obniżonych przez poprzedników składek emerytalno-rentowych, pozostawienie posła na Sejm na dyrektorskim stanowisku administracyjnym w Muzeum Powstania Warszawskiego mimo buńczucznych zapewnień marszałka Komorowskiego, że z tym zrobi porządek, bo tego wymaga Konstytucja, a później rozszerzenie polskiego udziału w wojnie afgańskiej i wreszcie pośpieszne podpisanie porozumienia z ustępującą administracją USA w sprawie umieszczenia na terytorium Polski tarczy strzelniczej dla rosyjskich rakiet, to wszystko zsumowało się i stworzyło wrażenie, że Platforma rządzić nie umie, że brak jej nie tylko koncepcji, ale i kadr.
Długo mógłbym wyliczać grzechy PO i jej kierownictwa, ale wydaje mi się, że narodziły się one w wyniku braku elementarnej umiejętności przewidywania i nieuzasadnionej pewności siebie, wynikającej z wysokiego wyniku wyborczego i długo utrzymujących się wysokich notowań sondażowych. Jakoś nie przyszło do głowy czołowym działaczom PO, że wielu z wyborców oddało głos na nich nie z politycznej akceptacji ich haseł, ale przeciw PiS - owi, że wiele osób w sondażach wypowiadało się na ich rzecz tylko dlatego, że nie dostrzegało realnej alternatywy politycznej.
Znaczna część Polaków oceniała PO jako PiS w bardziej pragmatycznej i bardziej eleganckiej formie. Ale pragmatyka ta okazała się dziurawa, a mit o elegancji zburzyli trzej muszkieterowie PO przesłuchujący posła Wassermana na posiedzeniu komisji hazardowej. Pojawiło się wtedy pytanie, gdzie jest Premier. Czyżby działał w ukryciu, pozwalając, aby przesłuchiwany przez nich pisowiec okazał się dżentelmenem na tle jego rozwydrzonych towarzyszy?
Donald Tusk od początku swego premierowania zachowywał się jak figurant, nie panujący nad pracami gabinetu i interweniujący wtedy, gdy któryś z jego ministrów popełnił gafę. Niewiarygodne dla mnie były też narzekania Tuska na weta prezydenckie w sytuacji, gdy były do uniknięcia. Wystarczyło dogadać się z lewicą i dotrzymywać uzgodnionych już postanowień, by uczynić z Lecha Kaczyńskiego nic nie znaczącą marionetkę. Wszystkie te błędy i złamane przyrzeczenia dowodzą, że Platformie zamarzyło się rządzić Polską bez opozycji. A to jest już bardzo niebezpieczny pomysł.
*
To prawda, że okręt Tuska nabiera wody. Sądzę też, że okręt Tuska zatonie. Nie jest bowiem prawdziwe zdanie Gowina iż "platforma dostała w zęby, i to na własne życzenie". Platforma najboleśniej dostała w zęby od samego Gowina i jego frakcji kierującej tę partię ku PiS-owi i jego konserwatywno - zaściankowemu elektoratowi.
Fundamentalnym błędem Tuska było odwrócenie się od swojego liberalnego, młodego, świeckiego i europejsko patrzącego na życie wyborcy, który oczekiwał od niego ukrócenia samowoli państwa i pisowskiej skłonności do stosowania przemocy wobec obywateli.
Nie sądzę, że w przypadku gdyby premier i jego gabinet wyraźnie prowadzili kurs na modernizację polski i wyplenienie w kraju pozostałości IV RP, jakiekolwiek prawdziwe czy wyimaginowane afery by mu zaszkodziły. Nawet w obliczu kryzysu nie straciłby poparcia, gdyby wykazał elementarną uczciwość wobec swoich młodych wyborców, których pospolite ruszenie trzy lata temu zadecydowało o jego zwycięstwie. Premier zbłądził, okazał brak przekonań i wizji oraz słabość - zawiódł swój elektorat, więc stracił jego zaufanie. I co najważniejsze: już go nie odzyska. Nie pozyska też "wierzących" w PiS.
Tak. Ma rację Włodzimierz Cimoszewicz mówiąc, że czekają nas trudne i dramatyczne miesiące. Oby sytuacja skłoniła tego polityka do postawienia bariery pisowskiemu zalewowi ciemnogrodu i ksenofobii. Tusk już tego nie potrafi.
http://www.dzienniknowy.pl/blog/pokaz/668.dhtml
Autorem powyższego felietonu jest Zbigniew Noska, emerytowany dziennikarz mediów należących do Henryka Stokłosy, za peerelu działacz PZPR. Zauważmy, że Noska swoje "rewelacje" o tonięciu Platformy i Tuska opublikował 16 stycznia 2010, a więc przed ogłoszeniem przez Tuska rezygnacji z kandydowania na prezydenta RP. Wyraźnie też Noska wskazuje, że alternatywnym i do tego lepszym od Tuska kandydatem jest Cimoszewicz. Wydaje się, że Noska ma nosa i dobrze wie, co w politycznej trawie piszczy.
[bold w tekście Z. Noski pochodzi ode mnie]
"2010-01-16 21:36:11
Platforma tonie?
Ostatnie sondaże wskazują na to, że okręt Donalda Tuska nabiera wody. Przyczyny drastycznego spadku popularności Platformy, rządu i samego premiera w sondażach są wielorakie: afera hazardowa, utrata spoistości partii, gra liderów (Gowina, Schetyny, Palikota) do własnej bramki oraz brak lojalności ze strony koalicjanta, który - co od lat charakteryzuje tę partię - w drugiej części kadencji jest w koalicji i opozycji równocześnie. Nie bez znaczenia jest także brak decyzji Tuska w sprawie prezydentury, z czym związana jest przyszłość jego najbliższych i najważniejszych współpracowników. Obrazu dopełnia ostatnia wpadka ministerstwa zdrowia i NFZ oraz nieudolne wychodzenie z kolejnych kryzysów, a nawet pogrążanie się w nich. Przed nami przesłuchania czołowych działaczy Platformy, z premierem na czele, przez komisję hazardową. Okręt Tuska, który pewnie sunął po spokojnym morzu, wpłynął na wzburzone wody. Czy zatonie?
*
Moim zdaniem kryzys wizerunkowy "Platformy" nie jest rezultatem ostatnich jej błędów, jak twierdzi wielu komentatorów. Donald Tusk i Platforma już od samego początku po objęciu władzy znajdują się na równi pochyłej. Już wtedy zaczęli pracować na reelekcję Lecha Kaczyńskiego oraz na przyszłe zwycięstwo wyborcze PiS, a teraz zaczyna przynosić to rezultaty.
Już początek pełnienia władzy - expose Premiera przydługie i pełne obietnic - było pierwszą wpadką. Później było pozostawienie Kamińskiego na stanowisku bądź co bądź rządowym, mimo popełnienia przez niego czynów dyskwalifikujących go jako policjanta i mimo tajnego i podobno groźnego raportu Pitery. To zaniechanie dymisji szefa CBA stworzyło podejrzenia, że albo ma on haki na Premiera, albo Premier potrzebuje bata na poddanych w swej partii.
Utrzymanie obniżonych przez poprzedników składek emerytalno-rentowych, pozostawienie posła na Sejm na dyrektorskim stanowisku administracyjnym w Muzeum Powstania Warszawskiego mimo buńczucznych zapewnień marszałka Komorowskiego, że z tym zrobi porządek, bo tego wymaga Konstytucja, a później rozszerzenie polskiego udziału w wojnie afgańskiej i wreszcie pośpieszne podpisanie porozumienia z ustępującą administracją USA w sprawie umieszczenia na terytorium Polski tarczy strzelniczej dla rosyjskich rakiet, to wszystko zsumowało się i stworzyło wrażenie, że Platforma rządzić nie umie, że brak jej nie tylko koncepcji, ale i kadr.
Długo mógłbym wyliczać grzechy PO i jej kierownictwa, ale wydaje mi się, że narodziły się one w wyniku braku elementarnej umiejętności przewidywania i nieuzasadnionej pewności siebie, wynikającej z wysokiego wyniku wyborczego i długo utrzymujących się wysokich notowań sondażowych. Jakoś nie przyszło do głowy czołowym działaczom PO, że wielu z wyborców oddało głos na nich nie z politycznej akceptacji ich haseł, ale przeciw PiS - owi, że wiele osób w sondażach wypowiadało się na ich rzecz tylko dlatego, że nie dostrzegało realnej alternatywy politycznej.
Znaczna część Polaków oceniała PO jako PiS w bardziej pragmatycznej i bardziej eleganckiej formie. Ale pragmatyka ta okazała się dziurawa, a mit o elegancji zburzyli trzej muszkieterowie PO przesłuchujący posła Wassermana na posiedzeniu komisji hazardowej. Pojawiło się wtedy pytanie, gdzie jest Premier. Czyżby działał w ukryciu, pozwalając, aby przesłuchiwany przez nich pisowiec okazał się dżentelmenem na tle jego rozwydrzonych towarzyszy?
Donald Tusk od początku swego premierowania zachowywał się jak figurant, nie panujący nad pracami gabinetu i interweniujący wtedy, gdy któryś z jego ministrów popełnił gafę. Niewiarygodne dla mnie były też narzekania Tuska na weta prezydenckie w sytuacji, gdy były do uniknięcia. Wystarczyło dogadać się z lewicą i dotrzymywać uzgodnionych już postanowień, by uczynić z Lecha Kaczyńskiego nic nie znaczącą marionetkę. Wszystkie te błędy i złamane przyrzeczenia dowodzą, że Platformie zamarzyło się rządzić Polską bez opozycji. A to jest już bardzo niebezpieczny pomysł.
*
To prawda, że okręt Tuska nabiera wody. Sądzę też, że okręt Tuska zatonie. Nie jest bowiem prawdziwe zdanie Gowina iż "platforma dostała w zęby, i to na własne życzenie". Platforma najboleśniej dostała w zęby od samego Gowina i jego frakcji kierującej tę partię ku PiS-owi i jego konserwatywno - zaściankowemu elektoratowi.
Fundamentalnym błędem Tuska było odwrócenie się od swojego liberalnego, młodego, świeckiego i europejsko patrzącego na życie wyborcy, który oczekiwał od niego ukrócenia samowoli państwa i pisowskiej skłonności do stosowania przemocy wobec obywateli.
Nie sądzę, że w przypadku gdyby premier i jego gabinet wyraźnie prowadzili kurs na modernizację polski i wyplenienie w kraju pozostałości IV RP, jakiekolwiek prawdziwe czy wyimaginowane afery by mu zaszkodziły. Nawet w obliczu kryzysu nie straciłby poparcia, gdyby wykazał elementarną uczciwość wobec swoich młodych wyborców, których pospolite ruszenie trzy lata temu zadecydowało o jego zwycięstwie. Premier zbłądził, okazał brak przekonań i wizji oraz słabość - zawiódł swój elektorat, więc stracił jego zaufanie. I co najważniejsze: już go nie odzyska. Nie pozyska też "wierzących" w PiS.
Tak. Ma rację Włodzimierz Cimoszewicz mówiąc, że czekają nas trudne i dramatyczne miesiące. Oby sytuacja skłoniła tego polityka do postawienia bariery pisowskiemu zalewowi ciemnogrodu i ksenofobii. Tusk już tego nie potrafi.
http://www.dzienniknowy.pl/blog/pokaz/668.dhtml
Autorem powyższego felietonu jest Zbigniew Noska, emerytowany dziennikarz mediów należących do Henryka Stokłosy, za peerelu działacz PZPR. Zauważmy, że Noska swoje "rewelacje" o tonięciu Platformy i Tuska opublikował 16 stycznia 2010, a więc przed ogłoszeniem przez Tuska rezygnacji z kandydowania na prezydenta RP. Wyraźnie też Noska wskazuje, że alternatywnym i do tego lepszym od Tuska kandydatem jest Cimoszewicz. Wydaje się, że Noska ma nosa i dobrze wie, co w politycznej trawie piszczy.
[bold w tekście Z. Noski pochodzi ode mnie]
poniedziałek, 25 stycznia 2010
Nadchodzą duże, duże problemy
"Rzeczpospolita" informuje, że według raportu przygotowanego przez rząd angielski "z brytyjskiego rynku pracy zniknęło około pół miliona Polaków". Według gazety większość wróciła do kraju. Poza Polską nadal jednak pracuje około miliona Polaków z nowej, zarobkowej, emigracji.
Rynek pracy w zachodniej Europie kurczy się na skutek kryzysu gwałtownie. Poszukiwani są co prawda nadal pracownicy, ale o konkretnych, udokumentowanych umiejętnościach i ze znajomością takich języków jak francuski, czy norweski. Tych wymogów nie jest w stanie przeskoczyć większość poszukujących pracy Polaków, są to bowiem najczęściej, albo młodzi ludzie po studiach typu politologia, albo starsi, którzy w Polsce znaleźli się za burtą, a pracując w Polsce niewiele się nauczyli.
Teraz problem będzie narastał. Ci, którzy wrócili do kraju, zasilają rzesze bezrobotnych i wiszących na garnuszku opieki społecznej (a ta nie ma środków), bo pieniądze przywiezione z zagranicy szybko się skończą (rząd Tuska się stara, by stało się to jak najszybciej, windując złotówkę do niebotycznej wartości).
Można już dziś powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tuskowcy stracą w najbliższych wyborach nie mniej niż dwa miliony głosów w stosunku do głosowania z 2007 roku. Nie jest jednak pewne, czy te głosy przejdą na jakąkolwiek partię opozycyjną. Spodziewać się należy raczej, że sfrustrowani Polacy pozostaną w dniu wyborów w domach. Tak czy inaczej wróży to Platformie klęskę.
http://www.rp.pl/artykul/173943,424503.html
Rynek pracy w zachodniej Europie kurczy się na skutek kryzysu gwałtownie. Poszukiwani są co prawda nadal pracownicy, ale o konkretnych, udokumentowanych umiejętnościach i ze znajomością takich języków jak francuski, czy norweski. Tych wymogów nie jest w stanie przeskoczyć większość poszukujących pracy Polaków, są to bowiem najczęściej, albo młodzi ludzie po studiach typu politologia, albo starsi, którzy w Polsce znaleźli się za burtą, a pracując w Polsce niewiele się nauczyli.
Teraz problem będzie narastał. Ci, którzy wrócili do kraju, zasilają rzesze bezrobotnych i wiszących na garnuszku opieki społecznej (a ta nie ma środków), bo pieniądze przywiezione z zagranicy szybko się skończą (rząd Tuska się stara, by stało się to jak najszybciej, windując złotówkę do niebotycznej wartości).
Można już dziś powiedzieć z dużą dozą prawdopodobieństwa, że tuskowcy stracą w najbliższych wyborach nie mniej niż dwa miliony głosów w stosunku do głosowania z 2007 roku. Nie jest jednak pewne, czy te głosy przejdą na jakąkolwiek partię opozycyjną. Spodziewać się należy raczej, że sfrustrowani Polacy pozostaną w dniu wyborów w domach. Tak czy inaczej wróży to Platformie klęskę.
http://www.rp.pl/artykul/173943,424503.html
czwartek, 17 grudnia 2009
Dobra wiadomość dla Lecha Kaczyńskiego
Nie ma dziś prawie nikogo, kto by twierdził, że Lech Kaczyński ma poważne szanse na reelekcję. Nawet zdeklarowani sympatycy obecnego prezydenta raczej w to powątpiewają. Warto się jednak zastanowić, na co liczy Jarosław Kaczyński, twardo forsując swego brata po raz kolejny na prezydenta.
Myślę, że prezes Kaczyński chce przede wszystkim utrzymać przywództwo w partii i obawia się, że jakiekolwiek zawahanie/zawirowanie wokół kandydata PiSu na stanowisko prezydenta państwa mogłoby uruchomić lawinę zdarzeń prowadzącą do poważnych zmian w kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości, a tym samym może nawet do rozpadu tego ugrupowania, gdyby doszło do otwartej wojny o przywództwo. To jednak za mało, by utrzymać w dłuższym czasoookresie spójność w PiSie i stanowisko szefa partii, bowiem w przypadku przegranej Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich również prawdopodobne jest przesilenie w PiSie skutkujące wotum nieufności dla prezesa Kaczyńskiego i jego zaufanych.
Na czym opiera więc Jarosław Kaczyńskich swe rachuby?
Wyliczmy w punktach:
1. ponura prawda o rządach Platformy zacznie docierać w końcu do szerokich kręgów społeczeństwa
2. wewnętrzne spory w PO przybierać będą na sile tym bardziej, im większe będą tej partii problemy z rządzeniem
3. narastać będzie presja konkurentów typu Olechowski, Piskorski i sił, które za nimi stoją
4. coraz większe zastępy działaczy PO będą mieć problemy z prawem
5. za rok - jesienią 2010, notowania Platformy, jej rządu, a tym samym Tuska spadną poniżej dwudziestu, a może i poniżej dziesięciu procent
6. na lewicy pojawi się taki kandydat, który nie dość że zgarnie Tuskowi część populistycznego elektoratu, to jeszcze na dodatek przerzuci w drugiej turze swe poparcie na Lecha Kaczyńskiego
A propos punktu szóstego - taki kandydat się dziś ujawnił. Jest to Adam Gierek, syn cieszącego się do dziś sympatią wielu Polaków byłego I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Przypomnę, że prof. Gierek w poprzedniej kampanii prezydenckiej poparł w drugiej turze Lecha Kaczyńskiego. Sądzę więc, że i w 2010 r. to samo może mieć miejsce.
Czy jednak elektorat "młodego" Gierka może mieć jakiekolwiek znaczenie? Czy nie będzie zbyt nikły? Czy Gierek - kandydat Unii Pracy się zaznaczy, zwłaszcza na tle takich "tuzów" lewicy jak Nałęcz, Szmajdziński, albo Cimoszewicz? Zacznijmy od końca, otóż wydaje mi się, że wieczny outsider Cimoszewicz nie dostanie nominacji od nikogo. Z kolei wskazany przez SdPl i PD Nałęcz nie ma szans, ponieważ to po pierwsze JEST NAŁĘCZ – profesor z pretensjami do wielkości (tego nikt nie kupuje), a po drugie ma reprezentować partie dziś kanapowe, pozbawione zaplecza - struktur, pieniędzy i sponsorów. Na konia, który nie wiadomo nawet, czy dowlecze się do mety, kto o zdrowych zmysłach postawi? Podobnie Szmajdziński - wzorcowy egzemplarz z poematu Janusza Szpotańskiego ze swoim "wicie rozumicie" coż może zaoferować poza nostalgiczną czkawką swym głodnym władzy towarzyszom? Po stronie postkomunistycznej lewicy liczyć się dziś może zatem jedynie Adam Gierek, za którym stoi legenda ojca, który "chciał dobrze". Jeśli Unia Pracy znajdzie wolontariuszy-entuzjastów, a niewykluczone, że po kilku latach postu i zdominowania polskiej polityki przez partie postsolidarnościowe pojawią się tacy po lewej stronie sceny, to prof. Gierek może zrobić Tuskowi niespodziankę podobną do tej, jaką zrobił przed laty Tymiński Mazowieckiemu. Mimo wszystko nie wróżę kandydatowi lewicy dziś wygranej, ponieważ skłóceni i poważnie osłabieni odcięciem od państwowego koryta postkomuniści jeszcze długo, a być może już nigdy, nie odbudują swej dawnej potęgi. PO nie pozwoli im się wzmocnić finansowo, póki co muszą więc bazować przede wszystkim na wierności starych sprawdzonych działaczy i na entuzjazmie niewielkiej grupki młodych lewackich radykałów. Przy dobrej organizacji i wykorzystaniu tego potencjału mogą jednak przeciągnąć na swoją stronę zarówno zniechęconych do polityki PO starszych jak i młodych wyborców, którzy boją się kaczyzmu. Na drugą turę może to nie wystarczyć, bowiem zarówno PO jak i PiS dysponują ogromnym zapleczem finansowo-organizacyjnym oraz sporym stałym elektoratem, jednak może to być wystarczające do zachwiania pozycją kandydata PO na tyle, że w drugiej turze przegra on starcie z Lechem Kaczyńskim.
Myślę, że prezes Kaczyński chce przede wszystkim utrzymać przywództwo w partii i obawia się, że jakiekolwiek zawahanie/zawirowanie wokół kandydata PiSu na stanowisko prezydenta państwa mogłoby uruchomić lawinę zdarzeń prowadzącą do poważnych zmian w kierownictwie Prawa i Sprawiedliwości, a tym samym może nawet do rozpadu tego ugrupowania, gdyby doszło do otwartej wojny o przywództwo. To jednak za mało, by utrzymać w dłuższym czasoookresie spójność w PiSie i stanowisko szefa partii, bowiem w przypadku przegranej Lecha Kaczyńskiego w wyborach prezydenckich również prawdopodobne jest przesilenie w PiSie skutkujące wotum nieufności dla prezesa Kaczyńskiego i jego zaufanych.
Na czym opiera więc Jarosław Kaczyńskich swe rachuby?
Wyliczmy w punktach:
1. ponura prawda o rządach Platformy zacznie docierać w końcu do szerokich kręgów społeczeństwa
2. wewnętrzne spory w PO przybierać będą na sile tym bardziej, im większe będą tej partii problemy z rządzeniem
3. narastać będzie presja konkurentów typu Olechowski, Piskorski i sił, które za nimi stoją
4. coraz większe zastępy działaczy PO będą mieć problemy z prawem
5. za rok - jesienią 2010, notowania Platformy, jej rządu, a tym samym Tuska spadną poniżej dwudziestu, a może i poniżej dziesięciu procent
6. na lewicy pojawi się taki kandydat, który nie dość że zgarnie Tuskowi część populistycznego elektoratu, to jeszcze na dodatek przerzuci w drugiej turze swe poparcie na Lecha Kaczyńskiego
A propos punktu szóstego - taki kandydat się dziś ujawnił. Jest to Adam Gierek, syn cieszącego się do dziś sympatią wielu Polaków byłego I sekretarza PZPR Edwarda Gierka. Przypomnę, że prof. Gierek w poprzedniej kampanii prezydenckiej poparł w drugiej turze Lecha Kaczyńskiego. Sądzę więc, że i w 2010 r. to samo może mieć miejsce.
Czy jednak elektorat "młodego" Gierka może mieć jakiekolwiek znaczenie? Czy nie będzie zbyt nikły? Czy Gierek - kandydat Unii Pracy się zaznaczy, zwłaszcza na tle takich "tuzów" lewicy jak Nałęcz, Szmajdziński, albo Cimoszewicz? Zacznijmy od końca, otóż wydaje mi się, że wieczny outsider Cimoszewicz nie dostanie nominacji od nikogo. Z kolei wskazany przez SdPl i PD Nałęcz nie ma szans, ponieważ to po pierwsze JEST NAŁĘCZ – profesor z pretensjami do wielkości (tego nikt nie kupuje), a po drugie ma reprezentować partie dziś kanapowe, pozbawione zaplecza - struktur, pieniędzy i sponsorów. Na konia, który nie wiadomo nawet, czy dowlecze się do mety, kto o zdrowych zmysłach postawi? Podobnie Szmajdziński - wzorcowy egzemplarz z poematu Janusza Szpotańskiego ze swoim "wicie rozumicie" coż może zaoferować poza nostalgiczną czkawką swym głodnym władzy towarzyszom? Po stronie postkomunistycznej lewicy liczyć się dziś może zatem jedynie Adam Gierek, za którym stoi legenda ojca, który "chciał dobrze". Jeśli Unia Pracy znajdzie wolontariuszy-entuzjastów, a niewykluczone, że po kilku latach postu i zdominowania polskiej polityki przez partie postsolidarnościowe pojawią się tacy po lewej stronie sceny, to prof. Gierek może zrobić Tuskowi niespodziankę podobną do tej, jaką zrobił przed laty Tymiński Mazowieckiemu. Mimo wszystko nie wróżę kandydatowi lewicy dziś wygranej, ponieważ skłóceni i poważnie osłabieni odcięciem od państwowego koryta postkomuniści jeszcze długo, a być może już nigdy, nie odbudują swej dawnej potęgi. PO nie pozwoli im się wzmocnić finansowo, póki co muszą więc bazować przede wszystkim na wierności starych sprawdzonych działaczy i na entuzjazmie niewielkiej grupki młodych lewackich radykałów. Przy dobrej organizacji i wykorzystaniu tego potencjału mogą jednak przeciągnąć na swoją stronę zarówno zniechęconych do polityki PO starszych jak i młodych wyborców, którzy boją się kaczyzmu. Na drugą turę może to nie wystarczyć, bowiem zarówno PO jak i PiS dysponują ogromnym zapleczem finansowo-organizacyjnym oraz sporym stałym elektoratem, jednak może to być wystarczające do zachwiania pozycją kandydata PO na tyle, że w drugiej turze przegra on starcie z Lechem Kaczyńskim.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
