Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa pod Smoleńskiem. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą katastrofa pod Smoleńskiem. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 marca 2011

10 kwietnia pod tym znakiem



Blogerzy, 10 kwietnia w Warszawie spotkajmy się pod tym transparentem. Przypomnijmy Bronisławowi Bul Komorowskiemu, kto jest Suwerenem.

Do zobaczenia na Krakowskim Przedmieściu.

środa, 21 lipca 2010

Smoleńsk. Czy prawda ujrzy światło dzienne?

Możemy dziś obserwować "polską" partię Moskwy w pełnej krasie. Jej przedstawiciele bezwstydnie i ochoczo gęgają w mediach rosyjską wersję przebiegu smoleńskiej katastrofy. Pozornie wydaje się, że wszystkie karty są w jednych rękach (a dokładniej – w jednych łapskach). Rosja kontroluje pojawianie się niemal wszystkich informacji i dezinformacji na temat katastrofy, a jej polskojęzyczni pomagierzy nadają temu odpowiednią oprawę propagandową. Przeświadczenie, że prawdy nie poznamy nigdy jest powszechne i nawet śledztwo prowadzone przez blogerów, czy pisowska komisja sejmowa niczego tu nie zmienia, bowiem twarde dowody zbrodni w powszechnym mniemaniu zostały już albo zniszczone, albo pozostaną ukryte na wieki wieków.

Czy istnieje zatem jakakolwiek szansa, że dowiemy się kiedyś, jak NAPRAWDĘ było?

Otóż abstrachując od wysiłku setek blogerów, polityków i innych osób prowadzących prywatne śledztwa, istnieje moim zdaniem kilka czynników dających nadzieję na odsłonięcie prawdy lub co najmniej na wskazanie, że rosyjska opowieść o katastrofie polskiego samolotu pod Smoleńskiem to bujda na resorach.

Jakie to czynniki?

Przede wszystkim należy zauważyć, że nie ma zbrodni doskonałej. Zwłaszcza dokonanej na taką skalę,w takim kontekście, z takimi motywami i przy takim stanie techniki.

W przeprowadzenie takiej akcji z pewnością było bezpośrednio zaangażowanych co najmniej kilkadziesiąt osób i to nie tylko z kręgu służb, a w "zabezpieczenie" okolicy i materiałów/dowodów kilkaset. Andonina mówiła o 180 funkcjonariuszach, którzy w kilka minut otoczyli teren katastrofy, natomiast Anotni Macierewicz wspominał w relacji z Katynia, że 10 kwietnia na każdej drodze i ścieżce wokół Smoleńska widać było tajniaków. Tak ogromna liczba ludzi użytych do dokonania zamachu i zatarcia śladów rodzi nadzieję, że ktoś nie wytrzyma i sypnie. Oczywiście nie musi to być (i z pewnością nie będzie) publiczne wyznanie zbrodni, nie każdy też z obecnych tego dnia w pobliżu smoleńskiego lotniska musiał zdawać sobie sprawę z tego, w czym dokładnie brał udział, tym niemniej sama przynależność do tej grupy dawała okazję zobaczenia i usłyszenia czegoś istotnego. Nie można więc wykluczyć, że pewne informacje ujrzą światło dzienne prędzej czy później. Na dowód tego przypomnijmy, że w necie są obecne dwa nagrania telefonem komórkowym z miejsca katastrofy, w tym jeden wykonany najwyraźniej przez któregoś z uczestników akcji. Można założyć, że takich dokumentów może być więcej. Do grupy osób, które mogą posiadać jakieś cenne informacje na temat okoliczności katastrofy należy doliczyć również przypadkowych świadków, dziennikarzy i oficjeli obecnych na lotnisku oraz obsługę lotniska. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że do publicznej wiadomości dotrą relacje świadków rzucjące dodatkowe światło na tragiczne wypadki z 10 kwietnia.

Warto mieć również na uwadze to, że dzisiejsza Rosja nie jest już krajem za żelazną kurtyną, w którym strach knebluje usta wszystkich obywateli. Nie jest to również państwo monolit – o władzę w Rosji toczy się dziś coraz bardziej widoczna walka. Nie można więc wykluczyć, że zamach na polski samolot był np. elementem jakiejś rozgrywki politycznej wewnątrz Rosji, a jeśli by tak było, to wszystkiego możemy się spodziewać, z nagłym zwrotem śledztwa włącznie.

I w końcu istnieje czynnik polski – ten, który, jak mi się zdaje, jest raczej lekceważony przez naszych krajowych pomagierów Rosjan. Ten czynnik to polscy prokuratorzy i wojskowi. Sprawcy zbrodni być może nie zdają sobie sprawy z tego, że Polska po przeszło dwudziestu latach kulawej bo kulawej, ale jednak demokracji, dorobiła się grupy urzędników i funkcjonariuszy traktujących serio służbę państwu polskiemu. Moja nadzieja kieruje się właśnie ku tym ludziom. Liczę na to, że nie ustąpią w wyjaśnianiu rzeczywistch okoliczności smoleńskiej tragedii, że nie ugną się pod politycznymi naciskami, nie odstąpią od racji stanu – a jest nią PRAWDA O SMOLEŃSKIEJ KATASTROFIE, w której zginął prezydent Rzeczypospolitej Polskiej i czołowi politycy, wojskowi oraz urzędnicy naszego państwa.

Czy mam podstawy do takich oczekiwań? Na razie stwierdzę krótko: sądzę, że tak.

czwartek, 15 lipca 2010

Czego szukano w ogonie polskiego tupolewa?

Zastanawiałem się wielokrotnie, czego właściwie szukał w ogonie wraku tupolewa widoczny na filmiku 1.24 osobnik? Wynurza się on z dziury po stateczniku, staje na ogonie i zeskakuje z niego. Czyżby to był jakiś rosyjski poszukiwacz fantów, jakaś hiena licząca na łatwy łup? Ale czego oczekiwał, przeszukując akurat ogon? Znacznie bardziej prawdopodobne byłoby znalezienie czegoś wartościowego przy zwłokach ofiar, w części pasażerskiej samolotu i wokół niej. Tymczasem bezpośrednio po katastrofie wdrapuje się akurat do tej trudno dostępnej i raczej mało obiecującej części wraku.


Dziś w końcu, wydaje mi się, że znalazłem wyjaśnienie tej zagadki. Przeglądając wypowiedzi na temat smoleńskiej katastrofy, natrafiłem na rozmowę zTomaszem Tuchołką, wiceprezesem spółki ATM PP sp. z o.o., jednym z konstruktorów polskiej czarnej skrzynki zamontowanej w feralnym tupolewie. Tomasz Tuchołka objaśnia, jakie urządzenia były zamontowane w rządowej maszynie oraz omawia ich przeznaczenie.

"Nasze urządzenie - nazwane przez media "trzecią czarną skrzynką" to tzw. Rejestrator Szybkiego Dostępu (z ang. QAR). Tu-154 M, jak wiele innych samolotów np. Ił-62 czy Ił-76 są wyposażone w system rejestracji rozmów w kabinie typu MARS-BM oraz system rejestracji parametrów lotu typu MSRP-64. I do tego systemu "dołożono" rejestrator eksploatacyjny naszej produkcji czyli ATM-QAR. W tupolewach, a więc i w samolocie prezydenckim, tę "czarną skrzynkę" zamontowaliśmy w przedniej części, tuż za kabiną pilotów, przy drzwiach samolotu po lewej stronie. Chodziło o to, żeby QAR był łatwo dostępny.
Dane ze specjalnej elektronicznej kasety z QAR-a są odczytywane po każdym locie, nawet po testach naziemnych jak próba silników. Czujniki systemu rejestracji są montowane w różnych częściach samolotu. Sygnały z nich doprowadzone są do tzw. Szyfratora, czyli urządzenia przetwarzającego i porządkującego zebrane informacje. Stąd dane transmitowane są do rejestratora katastroficznego zamontowanego w ogonie oraz do QAR-a. Oprócz niego Tu-154M standardowo były wyposażane również w rosyjski rejestrator eksploatacyjny typu KBN-1-1. To w uproszczeniu funkcjonalnie takie samo urządzenie jak nasze, tylko starszego typu, w którym nośnikiem jest taśma magnetyczna. Rosyjskie KBN były montowane w szatni załogi na podłodze, blisko kabiny pilotów. Tak więc prezydencki samolot w sumie miał aż cztery czarne skrzynki.
Mimo iż zadaniem naszego rejestratora nie jest przetrwanie katastrofy, już kilkakrotnie okazało się, że te rejestratory te, a szczególnie ich kasety, są dość wytrzymałe i potrafią przetrwać rozbicie samolotu. Ważne jest to, że po katastrofie nie szuka się całego urządzenia, a tylko nośnika danych, czyli, zależnie od typu rejestratora - taśm magnetycznych lub pamięci elektronicznej.

(...)

Parametry z rejestratorów wyjaśnią np., jakie było położenie samolotu w przestrzeni, jak piloci sterowali maszyną, jak pracowały urządzenia pokładowe itd. Ale z rejestratorów, w tym z QAR-a, raczej nie dowiemy się, dlaczego załoga ustawiła określone wartości przyrządów i elementów sterowania. Być może dowiemy się tego z tej czarnej skrzynki, która nagrywała rozmowy załogi przez łączność radiową i dźwięki w kokpicie.

Czy dzięki waszej czarnej skrzynce dowiemy się, kiedy prezydencki samolot zderzył się z ziemią?


Oczywiście. Dane z rejestratorów zawierają także czas."

http://www.dziennik.pl/wydarzenia/article596006/Te_zagadki_wyjasni_polska_czarna_skrzynka.html

Osobnik widoczny na filmiku 1.24 po prostu "sprzątał" podobnie jak inne typy uwijające się na miejscu katastrofy.

środa, 14 lipca 2010

Wszystko się zgadza, tylko nic nie pasuje

Według stenogramu kontroler lotniska Siewiernyj podawał załodze polskiego samolotu w czasie podejścia do lądowania odległość od pasa lotniska najpierw co dwa kilometry, a od czterech kilometrów od pasa co jeden kilometr. Polski samolot podchodząc do lądowania pokonywał kilometr w mniej więcej 12 sekund, jednak ostatnich dwóch kilometrów nie zdołał przelecieć w 26 sekund, bowiem zderzył się z drzewami po 20,6 sekundach i następnie przez przeszło 5 sekund rozbijał się o kolejne przeszkody. Ostatecznie szczątki samolotu znalazły się o kilkaset metrów przed i nieco z boku od pasa.


Jak wynika ze zdjęć pierwsze poważne zderzenie z drzewem miało miejsce w odległości około 1,5 kilometra od pasa. Rosyjski kontroler o 10:40:38,7 oznajmia, że polski samolot znajduje się w odległości 2 kilometrów od pasa, a ponadto stenogramie stoi, że zderzenie z drzewami trwało od 10:40:59,3 do 10:41:04,6. Czyli według stenogramu samolot na pokonanie kilkuset metrów przed zderzeniem z drzewami potrzebował aż 20,6 sekundy, natomiast kilometr - kiedy zderzał się z drzewami - leciał 5 sekund!

wtorek, 13 lipca 2010

Zagadkowe siedem i pół sekundy

Według stenogramu nagrania z czarnej skrzynki przekazanego przez Rosjan samolot z prezydentem Lechem Kaczyńskim na pokładzie o godz. 10:40:41,3 znajdował się na wysokości 100 metrów (nie jest jednak sprecyzowane, czy było to 100 metrów w stosunku do płyty lotniska Siewiernyj, czy do terenu, nad którym przelatywał samolot). Tę wysokość samolot utrzymywał przez około 7 - 8 sekund - do 10:40:48,7, chociaż i wcześniej i w chwilę później opadanie samolotu przebiegało w tempie od pięciu do szesnastu metrów na sekundę.


Pomiędzy 10:39:57,1 (wysokość 400 metrów) a 10:40:19,6 (wysokość 300 metrów), a więc w 22,5 sekundy Tupolew 101 opadł o 100 metrów, czyli opadał z prędkością mniejszą niż 5 metrów na sekundę. Następnie zbliżanie się samolotu do ziemi wyglądało według stenogramu następująco:
10:40:22,8 – wysokość 250 metrów, czyli w trzy sekundy 50 metrów bliżej ziemi, czyli 16 metrów na sekundę
10:40:32,9 – wysokość 200 metrów, w 10 sekund 50 metrów, a więc 5 metrów na sekundę
10:40:37,1 – wysokość 150 metrów, w 4 sekundy 50 metrów, opadanie – 12 metrów na sekundę
10:40:41,3 – wysokość 100 metrów, 4 sekundy 50 metrów, opadanie 12 metrów na sekundę

I nagle dzieje się coś dziwnego – polski samolot łapie stałą wysokość stu metrów na dłuuugie siedem i pół sekundy, między 10:40:41,3 a 10:40:48,7. Zakładając prędkość samolotu około 300 km/h, było to jakieś 700 metrów lotu. Czary jakieś? Tupolew nurkował ku ziemi 12 metrów na sekundę i w pewnej chwili z niewiadomych przyczyn na parę sekund złapał poziom?

Na tym nie koniec zagadek, bo oto po siemiu i pół sekundzie TU 101 znów pikuje - między 10:40:48,7 a 10:40:55,2, czyli w 6 i pół sekundy zbliża się do ziemi o 80 metrów, schodzi bowiem ze 100 metrów na 20 metrów i następnie zderza się z ziemią!

wtorek, 11 maja 2010

"Zasypie wszystko, zawieje..."

Ta fraza będąca tytułem powieści Włodzimierza Odojewskiego krąży mi w głowie od momentu, gdy przeczytałem  apel 19 rodzin ofiar katastrofy smoleńskiej. Odojewski swą powieść poświęcił pogmatwanym i tragicznym losom rodziny z kresów wschodnich Rzeczypospolitej. W tę historię wplótł m.in. wątek katyński. Powodowany impulsem postanowiłem sprawdzić, co piszą w necie o twórczości Odojewskiego. Przyznam, że od lat nie sięgałem po prozę tego pisarza, toteż pewnym zaskoczeniem była dla mnie informacja, że Odojewski kilka lat temu wydał powieść poświęconą w całości tragedii katyńskiej. "Milczący, niepokonani. Opowieść katyńska" – taki tytuł nosi ten utwór.


Milczący, niepokonani – te dwa słowa jeszcze lepiej od "Zasypie wszystko, zawieje..." zabrzmiały mi w kontekście tego, co wydarzyło się miesiąc temu pod Smoleńskiem. Tak, niektórzy chcieliby, byśmy jak najszybciej zamilkli, byśmy przestali mówić o smoleńskiej katastrofie, by świat zapomniał o niej, by nikt nie zastanawiał się ani głośno ani po cichu, co było przyczyną śmierci 96 naszych rodaków. A wszystko pod hasłem: nie mieszajcie żałoby z polityką.

A przecież ta śmierć, ta tragedia, jest zdarzeniem na wskroś POLITYCZNYM. Dotknęła ona nie tylko 96 rodzin, ale CAŁY NARÓD, wszystkich Polaków. I kontekst tej tragedii jest polityczny – cel wyjazdu, żenujące intrygi strony rządowej i rosyjskiej mające uniemożliwić Prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu pielgrzymkę do Katynia, miejsce tragedii i wszystko, co się dzieje od dnia katastrofy ma wymiar POLITYCZNY.

A tu nagle wyskakuje niczym Filip z konopii rzeczniczka kampanii wyborczej Bronisława Komorowskiego Małgorzata Kidawa-Błońska i oznajmia, że adresatem apelu 19 rodzin ofiar są "ci wszyscy, którzy wciąż przypominają o tej tragedii". Wtóruje jej specjalista od wszystkiego Stanisław Żelichowski z PSL: "Jak się popatrzy na to, co się dzieje, to można mieć wrażenie, że na bazie tej katastrofy próbuje się robić politykę".

Przepraszam bardzo, do kogo ta mowa? Do nas, którzy nie dajemy zapomnieć o smoleńskiej tragedii, którzy żądamy wyjaśnień i szacunku dla ofiar? Chcecie, byśmy wzięli udział we wspólnictwie urzędowych kłamstw? Byśmy nie protestowali, zgięli pokornie karki, mówili, że to pada deszcz, gdy nam się pluje w twarze? Niedoczekanie!

Dziś tego chcecie, a jutro może oznajmicie nam to samo, co mówią dziś na Ukrainie: "Myślę, że do jesieni przywódcy opozycji nie będą już myśleli o mandatach, lecz o tym, gdzie się ukryć i dokąd uciec."

Niedoczekanie wasze.


http://wiadomosci.onet.pl/2168323,11,rozumiemy_apel_rodzin_ofiar__ale_to_nie_my_jestesmy_jego_adresatami,item.html

http://wiadomosci.onet.pl/2168201,12,zelazna_julia_w_tarapatach_ma_zakaz_wyjazdu,item.html

http://wyborcza.pl/1,75517,1790787.html

piątek, 7 maja 2010

Gdyby byli niewinni...

Spróbujmy wyobrazić sobie, jak powinna zachować się - strona rosyjska i rządowa polska w sytuacji katastrofy pod Smoleńskiem, gdyby każdej z tych stron zależało na rozwianiu wszelkich wątpliwości dotyczących przyczyn katastrofy.

W sytuacji, gdy ginie prezydent państwa polskiego, wobec którego zarówno polska strona rządowa jak i czynniki rosyjskie od kilku lat prowadziły kampanię nienawiści i wrogości, należało podjąć środki nadzwyczajne, nie mieszczące się w istniejących rozwiązaniach prawnych.

Żeby zdjąć odium podejrzeń, obie strony powinny przede wszystkim zaproponować powołanie niezależnej międzynarodowej komisji z udziałem przedstawicieli NATO i państw zachodnich oraz międzynarodowych organizacji. Byłby to wyraźny sygnał dla świata i dla polskiej, a także dla rosyjskiej opinii publicznej - patrzcie, mamy czyste ręce, niczego nie chcemy ukryć, z tą katastrofą nie mamy nic wspólnego.

Po drugie, taki sam gest powinno wykonać się wobec najbardziej poszkodowanej i pełnej podejrzeń strony - Prawa i Sprawiedliwości oraz jej prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który przecież również miał być pasażerem feralnego samolotu. Polska strona rządowa winna zaproponować Jarosławowi Kaczyńskiemu i pozostałym bliskim ofiar katastrofy pod Smoleńskiem delegowanie swoich przedstawicieli do komisji badającej katastrofę.

Po trzecie, śledztwo winno się toczyć przy otwartej kurtynie. O postępach śledztwa na bieżąco powinien informować upoważniony przez komisję rzecznik.

Z czym tymczasem mamy do czynienia? Z blokadą informacji, nieustannym dezinformowaniem, z czymś więcej niż niedbalstwem przy zabezpieczeniu dowodów i terenu katastrofy, z brakiem konkretów mimo upływu miesiąca od katastrofy, z zapewnieniami o szybkich postępach śledztwa i znakomitej współpracy przedstawicieli Polski z rosyjską komisją przy jednoczesnych zawirowaniach (nieudane wyprawy polskich ministrów do Moskwy, wypowiedzi E. Klicha i jego odwołanie), z odrzuceniem wniosku PiSu w sejmie o przejęcie śledztwa przez stronę polską.

Postawa Rosjan i rządu Tuska potęguje podejrzenia, że w katastrofa pod Smoleńskiem nie wydarzyła się przypadkiem.

czwartek, 29 kwietnia 2010

Płonący samolot spadł obok czołgu

Tu-154M spadł na terenie Kia-centrum "obok czołgu"


Fragmenty dyskusji na smoleńskim forum internetowym 10 kwietnia br.

10.04.2010,
10:25 czasu moskiewskiego
Bars: Coś się zdarzyło z polskim samolotem na naszym lotnisku... stoi bez kół, wszyscy strażacy z miasta są tam (informacja nie potwierdzona, ale zbliżona do oficjalnej).

10:27
Szybujący: tylko powiadomiono, że spadł polski samolot w Smoleńsku.

10:34
omch: Według ostatnich plotek, spadł na lotnisko Siewiernyj, zahaczając o drzewo!!!

10:37
Tanushik: Spadł na terenie Kia-centrum, u nas naprzeciwko parkingu tak, że nawet kawałek skrzydła przyleciał ((((
Przyjeżdżali do nas teraz do salonu klienci, mówią, przejeżdżali obok, wszystko jest ogrodzone, a czy żywi ludzie lub nie, nie wiemy...

10:38
akaratem: skąd informacja? Gdzie to można zobaczyć albo to tylko plotki?

10:40
Parazit: Na Rosja24 podano: z samolotem prezydenta Polski zdarzyła się awaria w obwodzie smoleńskim, 87 osób zginęło.

10:40
akaratem: co za samolot? Pasażerski czy jednomotorowy?

10:41
Mila DR: Informacja wiarygodna. Prezydent Polski był na pokładzie. O ofiarach powiadomiono - 87 zabitych...

10:42
omch: mówią samolot premiera Polski ale trudno w to uwierzyć!!

10:44
qeraz: dlaczego? Co się zdarzyło z samolocikiem?

10:45
Parazit: Nie powiedzieli, nie wiadomo co z prezydentem Polski.

10:45
akaratem: chłopaki coś trudno w to uwierzyć

10:46
qlazyrin: ale kurde, nie powiodło się Polakom na ziemi smoleńskiej

10:47
qeraz: nota bene awaria się zdarzyła bo nikt nie dba o lotnisko...

10:47
vic-666-666: znajomy z pokrowki jechał, w płomieniach jakiś samolot spadł obok czołgu, nikogo nie puszczają - wszystko zamknięte, mnóstwo pogotowia, sytuacja nadzwyczajna

10:47
HGR: Przed chwilą na kanale Rosja 24 powiadomiono, iż przy próbie lądowania na lotnisku Siewiernyj rozbił się samolot prezydenta Polski Lecha Kaczyńskiego. Zginęło 87 osób. Los samego prezydenta nieznany.

10:48
akaratem: ktoś to widział na własne oczy? No... to teraz się zacznie!

10:49
3.rozmiar: tak, w wiadomościach rzeczywiście podano jestem w szoku

10:49
Skobar: Przez Gagarina wóz strażacki i pogotowie już poleciały

tłum. Eugeniusz Tuzow-Lubański

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100429&typ=po&id=po22.txt

środa, 28 kwietnia 2010

Przyczyna katastrofy prezydenckiego samolotu - moja hipoteza

W poprzednim wpisie wskazałem na to, że różnica czasu pomiędzy momentem zerwania linii energetycznej koło smoleńskiego lotniska (8.39,35) i zatrzymania pracy czarnej skrzynki w prezydenckim samolocie (8.41,02) wynosi dokładnie 1 minutę i 27 sekund, natomiast odległość między zerwanym kablem a leżącymi na ziemi szczątkami samolotu to około 500 metrów. Spadający samolot pokonał ten odcinek w kilka sekund (5 do 7 sekund). Pozostało zatem jakieś 80 sekund, które w żaden sposób nie mieszczą się sekwencji zdarzeń, jeśli przyjąć, że to spadający samolot zerwał linię energetyczną. Trzeba zatem szukać innego, bardziej racjonalnego, wyjaśnienia tego czasowego fenomenu. Wszystko staje się jaśniejsze, jeśli uwzględnimy następujące znane już wcześniej fakty:

1. polski samolot zbliżył się do ziemi o przeszło kilometr przez pasem lotniska i był w stosunku do tego pasa o kilkadziesiąt metrów w lewo

2. rosyjscy kontrolerzy lotu twierdzą, że zauważyli fakt zbyt szybkiego podchodzenia samolotu do lądowania i wezwali załogę samolotu do poderwania maszyny, przy czym piloci z niewiadomych powodów przestali odpowiadać

3. trzy dni wcześniej pod smoleńskie lotnisko podprowadzono samobieżne wojskowe radiolatarnie, które naprowadzały samolot z Putinem i prawdopodobnie polski samolot z Tuskiem na płytę lotniska

4. jeśli tak było i polski samolot został skalibrowany do naprowadzenia przez radiolatarnie samobieżne (a moim zdaniem trzeba to sprawdzić), to mógł również 10 kwietnia być przez nie prowadzony (lecz tym razem bez wiedzy polskich pilotów), gdyby oczywiście znajdowały się one w pobliżu

5. rosyjskie służby po katastrofie naprawiały system oświetlenia wzdłuż pasa startowego

Po uwzględnieniu tych faktów i założeniu świadomego działania określonych osób w celu doprowadzenia do katastrofy przyczyna tej tragedii sama się narzuca. Otóż wystarczyło w momencie, kiedy polski samolot przygotowywał się do lądowania, zatrzymać dopływ energii elektrycznej do lotniskowego systemu naprowadzania, czyli zerwać linię energetyczną, a w to miejsce uruchomić na kilkadziesiąt sekund równoległy system samobieżnych radiolatarni mylnie wskazujący położenie pasa startowego i katastrofa gotowa. Można nawet z grubsza wskazać, w którym miejscu te radiolatarnie się wtedy znalazły - pierwsza w odległości jakichś 7 kilometrów, druga dwa kilometry od pasa (czyli druga koło tych pierwszych brzózek ściętych przez samolot i w pobliżu zerwanej linii). Być może pozostały po tych radiolatarniach jakieś ślady, śledczy mogliby to sprawdzić, albo jakiś miejscowy detektyw amator. Sądzę też, że wtedy zrozumiałe staje się dziwne zachowanie pilotów w obliczu wezwania ze strony kontrolerów i systemu ostrzegania przed niebezpiecznym zbliżaniem się do ziemi. Piloci, którzy wcześniej oblatując trzykrotnie lotnisko ustalili namiary ladowania, byli przy podejściu zdezorientowani sprzecznymi wskazaniami aparatury pokładowej i sygnałami fałszywych radiolatarni oraz komend kontrolerów. Podchodząc przy słabej widoczności, zaufali sygnałom radiolatarni, nie wiedzieli jednak, że te kierują samolot w złe miejsce. Kiedy zrozumieli, co się dzieje, było już za późno na skuteczną reakcję.

P.S. Ta hipoteza pozwala również zrozumieć dziwne zachowanie się rosyjskiego samolotu transportowego, który nieskutecznie próbował wylądować przed polskim samolotem.

Smoleńska katastrofa - zagadkowe kilkadziesiąt sekund

Według najnowszych doniesień momentem katastrofy jest godzina 8.41,02, w tej to bowiem chwili zatrzymał się MARS BM - urządzenie rejestrujące rozmowy pilotów. Na nieco wcześniejszy moment katastrofy wskazuje z kolei informacja smoleńskiego zakładu energetycznego, który podał, że zerwanie linii energetycznej przy lotnisku nastąpiło o 8.39,35.


Różnica pomiędzy tymi dwoma momentami wynosi dokładnie 1 minutę i 27 sekund.

Od zerwanej linii energetycznej do miejsca, w którym znalazły się szczątki polskiego samolotu jest zaledwie kilkaset metrów. Ten odcinek samolot pokonał w czasie nie większym niż kilka sekund i rozpadł się na drobne kawałki (czarna skrzynka np. została znaleziona osobno, leżała w błocie). Czy to możliwe, żeby rejestrator rozmów (czarna skrzynka MARS BM) pracował jeszcze kilkadziesiąt sekund po katastrofie? A może było jeszcze inaczej - może linia nie została uszkodzona przez samolot, może prąd został wyłączony o 8.39,35, by zakłócić pracę naziemnych urządzeń naprowadzających w chwili, gdy polski samolot podchodził do lądowania? To przecież było tych kilkadziesiąt decydujących sekund.


cytaty:
"Gazeta potwierdziła natomiast wczoraj w kolejnym poważnym źródle, że rejestrator rozmów pilotów zatrzymał się dokładnie o godzinie 8.41,02. To precyzyjna godzina katastrofy."

http://wyborcza.pl/1,75248,7821949,Godzina_8_41_02___kokpit_zamilkl.html

http://www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,7817966,Co_odkryja_glosy_z_MARS_a__Tu_154_mial_4__a_nie_3.html
"„Rz” dotarła do dokumentów potwierdzających, że do wypadku doszło wcześniej, niż podaje oficjalna wersja (godz. 10.56 czasu moskiewskiego, 8.56 polskiego). To raport urzędu energetycznego SmoleńskEnergo dotyczący zerwania kabla elektrycznego, o który zahaczył Tu-154. Nastąpiło to mniej więcej sekundę po tym, jak maszyna zaczepiła skrzydłem o brzozę, w efekcie czego odłamało się 30 proc. skrzydła. Z raportu wynika, że zerwanie linii nastąpiło o 10:39:35. Około 500 m dalej, czyli po kilku sekundach, samolot się rozbił."

http://www.rp.pl/artykul/460202,466823_Dziwny_uklad_radiolatarni.html


dokument ze smoleńskiego zakładu energetycznego i inne zdjęcia z miejsca katastrofy
























http://www.rp.pl/galeria/459542,10,466823.html

niedziela, 11 kwietnia 2010

Czym żyją niektórzy Polacy?

W drugiej połowie lat osiemdziesiątych uczyłem w wiejskiej szkółce pod Poznaniem. Pewnego dnia, a było to, o ile pamiętam, po katastrofie w Czarnobylu, zauważyłem, że uczniowie są dziwnie zalęknieni, a niektórzy nawet popłakują w czasie lekcji. Oczywiście natychmiast wypytałem w czym rzecz. Okazało się, że po okolicznych wsiach rozeszła się pogłoska, jakoby na obrazie z Jasnogórskiego Sanktuarium szramy na policzku Maryi wydłużały się i że według powszechnej opinii, kiedy sięgną serca Najświętszej Panienki, nastąpi koniec świata.


Dzieci były w stanie niesłychanej histerii, nie potrafiły się skupić na zajęciach i widać było, że nie udają. Żeby je jakoś uspokoić, przypomniałem, że data Końca jest znana według Pisma tylko Stwórcy, że wiele razy podawano terminy końca świata, tymczasem nic takiego nie nastąpiło. Apelowałem również, byśmy spokojnie poczekali, czy szramy na obrazie rzeczywiście się wydłużą. Przyznam dziś jednak, że i ja uległem wówczas trochę powszechnej panice i począłem po kryjomu sprawdzać, czy owe cięcia szablą na obrazie jasnogórskim przypadkiem się jednak nie wydłużają i nawet zaczęło mi się momentami wydawać, że faktycznie jakby schodzą coraz bardziej ku sercu Maryi.

Dlaczego wspominam tamto wydarzenie? Otóż dziś znów natknąłem się na podobne klimaty. Tym razem w internecie. Pod wpływem katastrofy pod Smoleńskiem nasz zabobonny ludek sięgnął po ulubioną lekturę - po przepowiednie i w sieci rekordy popularności bije następujący wiersz Nostradamusa:

"I wtem wielki ptak metalowy upadnie, a na nim znajdować się będą osoby ważne kraju niezwyciężonego... a na kraj ogarnięty chaosem i żałobą, wrogi najeźdźca ze wschodu uderzy"

Jak słowa legendarnego wróżbity odczytują dzisiejsi Polacy, nietrudno się domyślić. Można zresztą sprawdzić, wpisując wiersz w wyszukiwarce.

P.S. Nie wiem, czy cytowane słowa należą rzeczywiście do Nostradamusa. Nie chciało mi się szukać. Poza tym jakie to ma znaczenie?

Pytania

1. Dlaczego 7 kwietnia premier Tusk nie poleciał do Smoleńska Tupolewem, który rozbił się 10 kwietnia? Dlaczego samolot ten był ponoć wtedy (7 kwietnia) niesprawny, skoro niedawno przeszedł kapitalny remont w Rosji?


2. Dlaczego Rosjanie wprowadzili tak szczelną blokadę informacyjną? Dlaczego zabierali zdjęcia, nagrania, notatki i nie dopuszczali nikogo poza swoimi służbami do miejsca katastrofy? Dlaczego na nielicznych upublicznionych nagraniach z miejsca katastrofy nie widać najmniejszych śladów ofiar (a były to zdjęcia z ponoć pierwszych chwil po katastrofie)? Dlaczego twierdzi się, że odnaleziono ciała wszystkich ofiar, skoro ze zdjęć i relacji wynika, że szczątki samolotu zostały rozrzucone na ogromnej przestrzeni i jednocześnie - jak wynika z doniesień - nie zidentyfikowano większości zabitych? Co informacją, że trzy osoby przeżyły katastrofę i w ciężkim stanie przebywają w szpitalach w Smoleńsku?

3. Dlaczego to Rosja przejęła całkowitą kontrolę nad śledztwem i nad szczątkami samolotu (w tym nad czarnymi skrzynkami), terenem katastrofy i ciałami ofiar, gdy przecież tu chodzi o naszą głowę państwa i najważniejsze w Polsce osoby? Dlaczego polski rząd się na to potulnie zgadza?

4. Dlaczego w polskojęzycznych mediach lansuje się uporczywie rosyjski punkt widzenia (śledczych i mediów), że przyczyną katastrofy był błąd pilota?

5. Jak długo jeszcze Polska będzie podporządkowana Rosji?